Fotografia 11.

Azja Środkowa 1297
Południowo-zachodni Kazachstan. Stepy. Droga, która prawie się nie wije – jest prosta jak samochodowa antena. Bez tajemnic. Byle do przodu. Czasem jakaś niecodzienna roślinność. Monotonny krajobraz, który co pewien czas przeplatany jest nadjeżdżającym z przeciwka samochodem. Jedna z tysiąca szos – opowieści tysiąca i jednej szosy. Każdy ma swoją. Nierówne pobocza, które są zagadką. Jest jeszcze jedna prawda: główna droga przyciąga jak magnez. Trudno z niej zjechać, trudno ją opuścić. Poza nią wszystko jest zagadką.

Gdzieś usłyszałem: „Warto czasem wyjść z namiotu. Ze wszystkich ścieżek życia jedna jest najważniejsza – to ścieżka swobodnego wyboru”. Staram się policzyć rzeki, które przyjdzie przekroczyć. Na dwusetnej przestaję liczyć. Jakie to ma znaczenie? Rozłożone na podłogach mapy. Wertowane książki i przewodniki. Atlasy, wycinki z gazet. Gromadzone zakupy. Wyrwane z gardła pieniądze. Zakreślane na kartkach miejsca, które muszę zobaczyć. Przeprawy promowe, statki. Mosty, które są zerwane, tylko jeszcze o tym nie wiem. Zalane i nieprzejezdne drogi, które może wyschną, a może nie. Dowiem się o tym na miejscu. Kleszcze i komary. Niedźwiedzie tajgi. Syczące przy namiocie węże. Hieny. Ludzie z kultur tak odległych, że prawie nic nas nie łączy: ani czas, ani religia, ani nic. Ani przeszłość, ani przyszłość. Trudno to wszystko przewidzieć. Jak skoczyć, by się nie połamać? Jak upaść, by wstać? Jak biec, jak rozłożyć siły na trzydziestu trzech tysiącach kilometrów? Jak jechać, by wrócić? Marco Polo siedemset lat temu: „Oto usłyszeliście wszystko, co o Tatarach, Saracenach i o ich zwyczajach powiedzieć mogłem, oraz o innych krajach świata, jak daleko sięgają nasze badania i wiadomości. Jedynie o Wielkim Morzu nie mówiliśmy nic, ani o prowincjach dokoła niego leżących, choć doskonale je znamy. Poniechałem mówić o tym, gdyż zdało mi się zbyt nużące mówić bezużytecznie i niepotrzebnie o tym, o czym inni co dzień mówią, wielu bowiem te kraje zwiedza i żegluje tam stale, więc dobrze są znane. Tylu ludzi, jak Wenecjanie, Genueńczycy, Pizańczycy oraz wielu innych podróżuje tamtędy, że doskonale je znają, i dlatego pomijam je milczeniem i nie mówię o nich wiele”.
Dziś jest podobnie. Wszyscy byli już wszędzie. Klikam i widzę niemal każdy metr trasy w trójwymiarze. Wiedza leży w klawiaturze – trzeba tylko w odpowiedniej kolejności nacisnąć guziki. Jednak to nie wystarcza. A nawet przeszkadza. Potknąć można się o mały kamień. Najechać na gwóźdź, który pogrzebie przyszłość. Czym czuję się pewniej, tym gorzej. Czym więcej obycia, tym bliżej grobu. Czym bliżej celu, tym dalej od domu. Im bardziej wierzę znakom, tym szybciej zabłądzę. Im więcej zapomnę, tym więcej stracę. Długa podróż najpierw usypia, a potem atakuje. Najpierw się przymila i jest łagodna, a potem zabiera wszystko, co mam: wypadkiem, deszczem lub słońcem, dzikim szakalem. Jedno ziarenko potrafi zainfekować oko, a kolejnych kilka milionów zakopać żywcem ruchomą wydmą. Łyk wody da bakterię, która poczeka – nie uderzy od razu. Pozwoli oddalić się bardziej na pustynię, w bezkres. Doświadczenie pomaga i przeszkadza. Świadomość upewnia i usypia. Niby nic nie może się wydarzyć – i to jest koniec. Kiedyś wytrawny afrykański misjonarz powiedział mi swoją tajemnicę: „Afryka zabierze ci wszystko co masz”. Tak się stało. Dziś jest podobnie. Podróż zabiera wszystko, co mam. Jest jakby kimś, a nie czymś. Bardziej jest-się-w-podróży niż podróżuje-się.
Metafizyka podróży. Nie tyle ja jadę w nią, ile ona ogarnia mnie. Jeszcze nie wyjechałem, a już ze sobą rozmawiamy, już się sobie przyglądamy. Ona jest i czeka. Będzie tam, gdzie sobie ją piszę. Kreślę na mapach szlaki, a ona już tam jest. Czarna kreska na papierze w rzeczywistości już tam jest. Dotarła tam przede mną. Czeka. Każdy zakręt, który widzę w atlasie, jest już ułożony w przyszłości – w mojej przyszłości. Czy więc podróż jest tworzeniem, sztuką tworzenia? Czy raczej rzemiosłem odtwarzania? Wynalazkiem czy odkryciem? Poetyka podróży: ten zakręt, albo inny. Jest przewidywalnie nieprzewidywalna. W konfesjonale siedzi ksiądz – ale jaki? Dostanę rozgrzeszenie, ale jakie będzie zadośćuczynienie?
Cesare Pavese w „Rzemiośle życia” przywołany przez Klausa Brinkbaumera: „Podróżowanie jest okrucieństwem. Musisz zdać się na obcych, opuścić ciepły dom i przyjaciół. Znajdujesz się permanentnie w stanie zawieszenia. Nic nie należy do ciebie, nic poza podstawowymi, niezmiennymi elementami, jak powietrze, sen, marzenia, morze, niebo”. Podróż to przekleństwo, ale kto nie lubi czasem przekląć?
W końcu przyjdzie dzień wyjazdu. Moment, gdy trzeba wziąć torbę i ruszyć. Zapakować się w wóz, nacisnąć gaz i zapomnieć o hamulcu. Patrzeć tylko przed siebie. Klucze zawsze zakopuję gdzieś przy domu, a jak wracam, to nie pamiętam, gdzie zakopałem. Im dłużej nie mogę sobie przypomnieć, tym podróż bardziej się udała. Wyjazd ma dwa oblicza: jest końcem i początkiem. I jedno nie może istnieć bez drugiego. By coś się zaczęło, coś innego musi się skończyć. Jest taki moment, kiedy już nie ma przelewek. Im bliżej do końca, tym bliżej do początku. A potem: im dalej na wschód, tym bliżej do zachodu…